środa, 27 maja 2015

Wegańska zupa mleczna + wczorajsza wzmianka

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie - jestem zachwycona mlekiem ryżowym. Co chwilę podchodzę do lodówki, chwytam karton w dłoń i upijam tylko kilka łyczków... Po czym biorę jeszcze parę kolejnych, bo tego mleka nie można tak po prostu odłożyć. Jego cudny smak aż prosi się, by wykorzystać go do urozmaicenia jakiejś potrawy. Szczerze mówiąc, mleko ryżowe zasmakowało mi o wiele bardziej niż krowie. Tak więc dziś na śniadanko miałam coś wegańskiego, banalnie prostego, sycącego i, co najważniejsze, pysznego!
A ten uroczy zestaw naczyń dostałam jako wczesny prezent od Dziadków na Dzień Dziecka, za co bardzo im dziękuję. :)



wtorek, 26 maja 2015

Białkowy omlet z sosem owocowym

Ostatnio mam wielką chęć na różne omlety. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie jadłam ich na słodko. Zawsze dodatkiem były pomidory, szczypiorek, szynka, ser i tak dalej. Dziś odważyłam się po raz pierwszy zastąpić te produkty owocami i zdecydowanie tego nie żałuję. W lodówce zostały mi białka po wczorajszym pichceniu... A co pichciłam - dowiecie się jutro, więc spokojnie (jak na wojnie, cytując pewną nauczycielkę, bardzo specyficzną kobietę zresztą). Przed zabunkrowaniem się w kuchni obowiązkowo poszłam na zakupy i pod wpływem emocji wraz z pewnym serkiem oraz masłem porwałam ze sobą do kasy mleko ryżowe. Jestem nim oczarowana, sprawdziło się w tym przepisie i pewnie wykorzystam je też w następnych!


środa, 20 maja 2015

Syrop lilakowy

Od kiedy dowiedziałam się o jadalności pięknego bzu, marzyłam o lilakowym dżemie. Wraz z pełnym wiadrem kwiatostanów nadeszła odpowiednia okazja do jego zrobienia. Zaczęłam poszukiwać przepisów, znalazłam dwa. Bosko, jeszcze pozostało tylko dokupić składniki. Kompletnie zapomniałam jednak o pektynie. W akcie desperacji użyłam malinowej galaretki. Jednak ta, zamiast zmienić "dżem" w dżem, sprawiła, że wokół każdego z kwiatów utworzyła się żelowa otoczka. Lilak jest jak żelki, a w syropie dolanym do herbaty wręcz rozkwita. Wygląda pięknie, smakuje świetnie. Nie żałuję eksperymentu z galaretką, nie żałuję nieudanej próby.
Niestety, lilakowy syrop jest niefotogeniczny i przed obiektywem zamienia się w rozkapryszoną modelkę. Jakoś przecierpimy to, prawda? Dla jego smaku warto, wierzcie mi.


niedziela, 17 maja 2015

Bzowe bloczki czekoladowe

Kimkolwiek nie byłby Stwórca, musiał być szaleńczo zakochany, tworząc lilaka. Ubóstwiam jego zapach, a dzięki zdobytemu wczoraj wiadrze kwiatostanów jestem w niebie. Problemem jest jednak to, że te cudne kwiaty zaczynają więdnąć. Trzeba więc korzystać z nich, póki tylko można. Postanowiłam podarować nowe życie znanemu chyba wszystkim przysmakowi PRL-u - bloku czekoladowemu. Uwielbiam smak, jaki nadaje mu mleko w proszku! Śmiem twierdzić. że tenże blok jest lepszy niż niejedna dzisiejsza czekolada. Przygotowując poniższe smakołyki, korzystałam z przepisu Rynn. Mam wyrzuty sumienia, ponieważ do dekoracji użyłam gotowej polewy deserowej oraz lukru, zamiast przyrządzić je sama. Warunki do przygotowania ich nie były jednak zbyt sprzyjające, a i strach przed niepowodzeniem zrobił swoje. Następnym razem zadzwonię do Babci z prośbą o przypomnienie składników, których używa do robienia polewy, bo zawsze wychodzi świetnie.


Owsianka z lilakiem

Gdzie tylko nie pójdę, kwitną bzy. Białe, liliowe, ciemnofioletowe. Na widok lilakowych krzewów w środku miasta aż serce mi się kraja. Jak to tak: jedzenie sadzić przy drodze? Pyły, spaliny, inne zanieczyszczenia... Tfu, nawet brzydzę się o tym myśleć! Na szczęście można czasem znaleźć krzak (a nawet cztery) rosnące w miejscu, z którego spokojnie można zbierać kwiaty. Zdarza się też, że lilak ten należy do ludzi chętnie się nim dzielących. I po takich właśnie odkryciach przynosi się do domu worek bzu, a rankiem robi pyszne śniadanie.


piątek, 15 maja 2015

Serowe zapiekanki inaczej

Każdy z nas jadł kiedyś zapiekanki z serem. Kajzerki z mozarellą, chleb pszenny z goudą, bagietka z camembertem... Niezliczona (prawie) ilość możliwych kombinacji, jedna lepsza od drugiej. Ale co począć, jeśli nie ma się ochoty na pieczywo, ale na owe zapiekanki już tak? Upiec je i zjeść sam ser? Niezbyt dobre rozwiązanie. Może by tak zastąpić czymś bułkę lub chleb? To jest już myśl. I właśnie ona popchnęła mnie do przeszukania szuflady z warzywami, gdzie znalazłam ładną cukinię, która szybko trafiła pod nóż (i ser).


czwartek, 14 maja 2015

Słoneczne smoothie z wodą kokosową

Nie wiem jak u Was, ale tu dzisiejszy dzień był brzydki i szary do bólu. Marcowo-listopadowy czwartek w maju, ot co. Aż człowiekowi się odechciewa wszystkiego... No, za wyjątkiem pysznego jedzenia, bo na to zawsze jest ochota. Z tego właśnie powodu zmusiłam się do obrania ananasa i oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed wykorzystaniem go. W lodówce znalazłam wodę kokosową, którą można śmiało nazwać produktem prawie idealnym. Świetnie nawadnia, uzupełnia braki mikroelementów i jest źródłem wielu cennych minerałów jak chociażby potas, fosfor czy magnez. Dla mnie jedynym problemem jest jej smak. Po pierwszym łyku zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest ona przypadkiem przeterminowana, ale wszystko było w porządku. Tak więc zaczęłam główkować, co mam począć z 0,5l tejże wody? Pomyszkowałam w internecie i natrafiłam na wiele koktajli czy smoothies z jej wykorzystaniem... A gdy już miałam gotowy napój, uświadomiłam sobie, że nie mam słomek. Mówi się trudno i pije się, jak leci!
Małą uwaga: po pewnym czasie smoothie zaczyna się rozwarstwiać tj. woda opada na dno, a mus owocowy wędruje ku górze, dlatego polecam przygotowanie napoju tuż przed podaniem. Oczywiście można go wymieszać, ale ja tam wolę pić świeże napoje. :)



wtorek, 12 maja 2015

Różowo-zielony pudding chia z jogurtem

Miałam zamiar zrobić pudding na kokosowym lub owsianym mleku domowej roboty, żeby danie było całkiem wegańskie. Niestety, zamiast mleka wyszła mi magiczna breja, która po dodaniu wody nie rozcieńczała się, a jej smak... Cóż. Lepiej udawać, że nigdy go nie poczułam, bo ten koszmar będzie mnie prześladował za każdym razem, gdy spojrzę na wegańskie produkty, które są przecież tak pyszne. W akcie desperacji zdecydowałam się więc na jogurt naturalny, a później miód. Wyszło lepsze, niż się spodziewałam, i myślę, że z mlekiem roślinnym oraz daktylami w roli słodzidła byłoby równie smaczne albo i nawet smaczniejsze.
Poniżej wypiszę składniki na dwie porcje. Można zjeść pudding na śniadanie i na deser, jak kto woli. Ja nie mogłam się oprzeć i z nikim nie podzieliłam się śniadankiem, więc jego drugą część spożyłam popołudniem. Najpierw wyjadłam kolorowe warstwy, a później do jogurtu z nasionami dosypałam cynamonu. Smakowało bosko. Zachęcam do tego typu eksperymentów, bo efekty mogą zaskoczyć!
PS  Pudding najlepiej przygotować w słoiczku. ponieważ można w nim łatwo połączyć składniki, a później także je wydobyć, z czym byłby problem w np. butelce po napoju.


poniedziałek, 11 maja 2015

Owsianko-jaglanka na zielonej herbacie

Odświeżająca mięta, ziołowe stokrotki i słodziutkie (na swój sposób) suszone owoce. Czego można chcieć więcej? No tak, jakiejś bazy, żeby nadać temu wszystkiemu tło i zespoić całość w pyszne śniadanie. Odruchowo sięgnęłam po płatki owsiane i już odmierzałam kolejne łyżki, gdy przypomniałam sobie o podarunku od cioci. A gdyby tak... zamiast tradycyjnej owsianki zrobić płatkowy miks? Byłoby zjadliwe? Smaczne? Zamiast się głowić - ruszyłam do akcji i w taki oto sposób płatki jaglane zadebiutowały na moim talerzu (czy raczej w miseczce).


niedziela, 10 maja 2015

Egzotyczny makaron na chłodno

Uwielbiam cytrusy. Grejpfruty, limonki, mandarynki, cytryny... Mogłabym je jeść bez końca, dlatego czwartkowy obiad postanowiłam przyrządzić właśnie z ich wykorzystaniem.


Pożywny koktajl oxy.

Chyba nigdy wcześniej nie piłam kefiru. Wczoraj posmakowałam go pierwszy raz, w oxy shake'u... i było mi mało. Dziś przygotowałam na jego podstawie koktajl. Pyszny i pełen zdrowia!



Początek.

    Nigdy nie myślałam, że znajdę w kuchni swój kąt. Na śniadanie zwykle jadłam płatki z mlekiem, na podwieczorek czekoladę, na kolację kanapki z serem i wędliną. Zero wysiłku, zero kreatywności. Kulinarna nuda, której w końcu miałam dość.
    Wzięłam sprawy i składniki w swoje ręce. Zaczęłam mieszać, kroić, piec, smażyć, gotować, miksować... I poczułam, że jestem w domu. Dwie lewe ręce zaczęły współpracować, a efekty tejże współpracy będziecie mogli zobaczyć właśnie tutaj. Mam słabość do owoców, nabiału i kwiatów. Przepadam również za wszelkimi produktami wegańskimi, choć nawet wegetarianką nie jestem, bo kurczaka mogłabym jeść codziennie.
    Tak więc... kuchcenie czas zacząć!