sobota, 31 października 2015

Orientalne muffinki z yerba mate

Moja umiejętność organizowania sobie czasu leży i kwiczy. Definitywnie.
Na szczęście raz za kiedy nadarza się okazja, żeby robić to, co chcę, a nie to, co muszę. Od jakiegoś czasu chodziły za mną muffinki. Ostatni raz robiłam je pod koniec sierpnia, więc już najwyższa pora na ponowne wycinanie pseudopapilotek z papieru do pieczenia. Klasyczny wypiek z czekoladą odpadł na samym początku, bo endorfiny w postaci ciemnych kostek wychodzą mi już bokiem - gorzka czekolada najlepszą przyjaciółką przed sprawdzianami. Zaczęłam szukać czegoś ciekawego, natrafiłam na muffiny z herbatą matcha, której nie mam. Pomysł jednak podłapałam i po przeszukaniu pudełka z herbatami zdecydowałam się na yerba mate. Posiadam odmianę z dodatkiem gruszki i jabłka, które przełamują charakterystyczną goryczkę, aczkolwiek można użyć po prostu klasycznej i zwiększyć ilość miodu.
Yerba w połączeniu z imbirem jest czymś, czego koniecznie musicie spróbować!


czwartek, 24 września 2015

Słodki, dyniowy mus z jałowcem - do słoików

W tym roku dary Pani Jesieni to dynia, ból rozsadzający zatoki i kilka dni spędzonych w łóżku. Pomimo nieprzyjemności towarzyszących mojej bliżej nieokreślonej chorobie jest ona jednak zjawiskiem dość interesującym, bo ja, jako fascynatka medycyny, analizuję każdy swój objaw i próbuję dopasować je wszystkie razem wzięte do konkretnego schorzenia (brzmi, jakbym miała co najmniej zapalenie płuc, bleh). Szanowna pani doktor nie była w stanie niestety poinformować mnie, co mi dolega, za to zapisała antybiotyk w formie oranżadki, więc w sumie częściowo zostało jej wybaczone to zaniedbanie.
Jak wspomniałam, wraz z kalendarzowym okresem chandry nadszedł sezon dyniowy. Bez wahania wykorzystałam chwilę lepszego samopoczucia (co za paradoks, nieprawdaż?) i znalazłam się w kuchni. Dyniowy mus z jałowcem świetnie sprawdza się jako słodzidło do kawy czy herbaty, a cieniutko rozsmarowany na naleśnikach też zapowiada się całkiem dobrze.

wtorek, 15 września 2015

Jabłko zapiekane z goździkami i płatkami owsianymi

 Proporcjonalnie do popularności bloga wzrasta ilość problemów, utrudniających regularne dodawanie postów. Ostatnie dwa tygodnie przerwy po części były wynikiem złośliwości rzeczy martwych. Jednak w tym samym czasie mój grafik gwałtownie się napiął, bo dobre liceum zobowiązuje i nawet na pianino mam niezbyt wiele czasu. Teraz, gdy komputer jest już w pełni sprawny (i miejmy nadzieję, że dalej będzie), przepisy będą pojawiały się częściej. Nie codziennie, ale co parę dni - obowiązkowo. Jakoś uda mi się znaleźć 10 minut pomiędzy jednym a drugim stosem zadań.
Wpadłam w wir podgrzewanych dań z mikrofalówki. (Koledzy blogerzy, nie bijcie!) Czy to poranna owsianka, czy obiadowa wieprzowina z warzywami po azjatycku - mikrofala, mikrofala i jeszcze raz mikrofala. Pewnie nie zrezygnuję z tej praktyki, póki nie zacznę świecić w ciemności.
Dziś falami elektromagnetycznymi potraktowałam jabłko i pozostaje mi tylko powiedzieć, że traumatyczne trzy minuty używania w/w kuchenki są wynagrodzone pysznym, ciepłym deserem.


wtorek, 1 września 2015

Białe plamy

Pierwszy dzień września nadszedł szybciej niż można by się spodziewać. Data niewesoła, ale nie tyle przez szkołę, co ze względu na 76. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Pamiętajmy o takich dniach, bo białe plamy nie są niczym dobrym.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Orzeźwiająca owsianka

Tym razem porcja dla dwóch, bo miałam do wykarmienia jeszcze jednego kulinarnego wybrednisia. Na szczęście nie tak małego jak wesoła blondyneczka od płatków z mlekiem, więc mogłam trochę pokombinować. Jednakże kompletnie nie umiem pisać swobodnie, gdy ktoś zagląda mi przez ramię, dlatego właśnie dzisiejszy wstęp będzie króciutki. W najbliższym czasie pewnie to jednak nadrobię i zafunduję Wam kolejny słowotok.


piątek, 28 sierpnia 2015

Dżem jeżynowo-askamitkowy

Wczorajszy dzień mogę przeliczyć na filiżanki. Dwie filiżanki kwiatów, filiżanka cukru, pół filiżanki wody, dwie filiżanki Janis Joplin i dziesięć filiżanek The Rolling Stones. Zero herbaty, nawet w kubku. Była za to jedna kawa, mnóstwo wody i notoryczne oblizywanie łyżki, którą mieszałam dżem. Miał być jeżynowy, bo tak. Zamarzył mi się już w czerwcu i przez całe lato tylko czekałam, aż krzewy pokryją się czarnymi owocami. Ale ostatnio nazbierałam troszkę aksamitek i podgryzałam je z ciekawości, by poznać ich smak - wyrazisty, podobny do skórki grejpfrutowej. Jakoś tak utkwiło mi w głowie, że w kuchni połączenie pomarańcz-fiolet sprawdza się dobrze, a jak gdzieś ukrywa się jeszcze cytrusowy aromat to w ogóle jest bosko. Jeżyny ze swoim sokiem podchodzą nieco bardziej pod róż, ale na to przymkniemy oko, bo efekt końcowy i tak jest świetny. Wykonanie dżemu jeżynowo-aksamitkowego będzie wymagało pozbawienia rabatki większości kwitnących "śmierdziuchów", jak zwykła nazywać te kwiatki moja babcia (nie bez przyczyny zresztą). Jednak jest to tego warte, wierzcie mi. Szkoda tylko, że zapomniałam zostawić przynajmniej jednego kwiatka na dekoracje, uch.


niedziela, 23 sierpnia 2015

Polskie lody - bez kremówki, bez jaj, bez cukru

Kuchnia polska z reguły kojarzy się z tłustymi, ciężkimi potrawami. Stwierdziłam więc, że wzięcie udziału w akcji "Dzień Polskiej Żywności 2015" jest dobrą okazją na pokazanie, że to, co nasze, może być lekkie i przyjemne.
Twaróg - moje główne skojarzenie to pierogi ruskie, które, tak szczerze mówiąc, uwielbiam. Jednak wiadomo, ze nie będę ich lepić, bo to danie raczej tradycyjne, a tu chodzi przecież o pokazanie kuchni od innej strony. Ostatnio zasmakowało mi połączenie tego sera z malinami, więc postanowiłam to wykorzystać. Lody z twarogu to bardzo świeży pomysł, będący wynikiem porannego "Co by tu dzisiaj zjeść?". Zawsze mam z tym największy problem właśnie w niedzielę, kiedy czasu na przygotowanie śniadania jest więcej niż w inne dni, więc nie wypada zmarnować okazji do zrobienia czegoś extra. Z reguły kończy się i tak na owsiance, a później w środę mam ochotę na torcik naleśnikowy z musem jabłkowym. Takiego wybrednisia jak mnie nie oswoisz, cóż. Dziś śniadanie również było bardzo szybkie, ale na tyle wakacyjne, że czuję się kulinarnie rozgrzeszona. Twarogowe lody nie były, rzecz jasna. śniadaniem samym w sobie, ale po dorzuceniu bakalii są moim zdaniem jak najbardziej w porządku. Ja tak właśnie postąpiłam. I powiem Wam, ze polskie lody będą zdecydowanie częściej gościć na moim stole.
Rada: jeśli nie macie w zamrażarce poniższych owoców, możecie je zastąpić jakimikolwiek innymi np. gotową mrożonką owoców leśnych (jeśli mnie pamięć nie myli, to jest coś takiego w sklepach).


piątek, 21 sierpnia 2015

Cytrusowa zupa krem z dyni piżmowej z prażonym słonecznikiem

Nigdy wcześniej nie pracowałam z dynią, ale miałam kiedyś okazję spróbować pierożków dyniowo-morelowych i były całkiem smaczne.
Z tego pomarańczowego warzywa, która przyplątało mi się do kuchni, postanowiłam zrobić zupę. Tylko problem tkwił w tym, że nie za bardzo wiedziałam, co do dyni pasuje. Słyszałam kiedyś o mleczku kokosowym, ale jakoś niespecjalnie za nim przepadam. Co więc zrobiłam? Poszperałam w internecie. I tak od strony do strony trafiłam na Twardego Szparaga. Znam go z książki "BlogerChef. W sieci przepisów.", którą otrzymałam od pewnej uśmiechniętej pani w kolorowym żakiecie w podzięce za moje wypieki, przynoszone do szkoły specjalnie dla niej. Zupa krem pana Pankiewicza zawiera m.in. jabłko i, jak sam napisał, ma być ona bardziej słodka niż ostra. To zaintrygowało mnie. Pomyślałam więc, że skoro mam do dyspozycji dynię piżmową, która podobno smakuje słodkawo i lekko orzechowo, mogę spróbować zrobić nieco inną zupę, niż zamierzałam. Zamiast tradycyjnych składników jak np. cebula, bulion czy ziemniak również użyłam jabłek. Żeby nie przesłodzić i przełamać ewentualny mdły posmak, ugotowałam dynię w naparze z trawy cytrynowej, a na sam koniec przygotowywania zupy dodałam aromatyczną skórkę z cytryny. W międzyczasie porwałam z lodówki ostatni kawałek świeżego imbiru i on również wylądował w garnku. Muszę znów wybrać się po niego do sklepu, bo od pierwszego użycia nie wyobrażam sobie ponownego skorzystania z suszonej przyprawy.
Zazwyczaj zupy krem podaje się z grzankami bądź nasionami - ja wybrałam drugą opcję, ale w sposób nieco odmienny od tradycyjnego. Zamiast posypać danie, wszystko razem zmiksowałam. Niezbyt dokładnie, bo krem z kawałkami nasion jest ciekawszy dla języka, niż gdyby był całkiem gładki. Użyłam sporej ilości słonecznika, żeby jego smak nie ginął przytłoczony dynią. Rymuję, gdy gotuję!
I nie umiem fotografować zup, cóż.


czwartek, 20 sierpnia 2015

Słowotok #2: inspiracja i zdjęcia zza strumyka

Wczorajszy dzień byłby kolejnym spędzonym w piżamie, gdyby nie Jagienka, prowadząca blog Cherry dreams. Natrafiłam na nią w komentarzach pewnej strony internetowej, również bloga, ale kulinarnego. Z ciekawości zerknęłam, kto to taki... i hej, chyba znalazłam inspirację do zdjęć! Po przeglądnięciu kilkunastu postów szybko wyskoczyłam z piżamy, wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ciuchy, a potem wybiegłam z domu z aparatem w dłoni.

 
(źródło)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Słowotok #1: Naleśnikarnia Pepperoni, mrożony jogurt i spaghetti

Cały dzień leniuchowania w piżamie... Czasem właśnie tego człowiekowi trzeba. Odpoczynek należy się przecież każdemu, prawda? Zwłaszcza po dwóch tygodniach opieki nad jasnowłosą, czteroletnią dziewczynką, które wszędzie było pełno. Uwielbiam dzieci i mogę spędzać z nimi sporo czasu, ale ja sama też wciąż jestem dzieciakiem (mierzącym ponad 170cm, ale cicho sza) i nie potrafię być mamą na pół etatu przez długi czas. Dwa tygodnie to chyba takie moje maksimum. Mimo wszystko wspominam jednak te dni bardzo miło. Miałam okazję pobyć w innym mieście - w Cieszynie, dokładniej mówiąc. Nie byłabym sobą, gdybym nie zaglądnęła tu i ówdzie, by skonsumować coś na mieście "po pracy".

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Koktajl z melonem

Próbowałam naskrobać tutaj coś, co byłoby w miarę czytelne i nie prowokowałoby szanownej pani Gramatyki Języka Polskiego do strzelenia sobie w skroń, ale zmęczenie zbierające się we mnie przez ostatnie dwa tygodnie zwyciężyło. Mózg już śpi na mojej ulubionej poduszce z nadrukiem ważki, a te wszystkie słowa płyną prosto z języka, z jego kubków smakowych, które od rana wzdychają na myśl o koktajlu z melonem. Był orzeźwiający i smaczny, po prostu smaczny. Dwie rady: po pierwsze, melon Kantalupa bez przeszkód może być zastąpiony częściej spotykanym w sklepach melonem Galia; a po drugie, sok z limonki najlepiej dodać na oko, według własnych upodobań - poniższa ilość została podana orientacyjnie.
Jutro dzień piżamowy. Idealna okazja, by zebrać się w sobie i napisać coś dłuższego.


środa, 12 sierpnia 2015

Kardamonowe tosty francuskie z twarożkiem ricottowo-limonkowym

Tosty francuskie marzyły mi się już od dawna. Zawsze jadałam je na słono, najczęściej z oscypkiem. To słodki debiut! Podczas wczorajszej kuchennej pogawędki z mamą czteroletniej blondyneczki zaczęłam buszować pośród przypraw, szukając czegoś ciekawego. Pomiędzy jednym a drugim słowem znalazłam kardamon. O, pysznie. Odłożyłam go na miejsce i poszłam usiąść, by dopić herbatę. Zielona z cytryną i pomelo - torebkowa, ale i tak dobra. Oparta o stolik, skupiłam wzrok na owocach, notując w głowie smakowite zapasy i pomysły na ich wykorzystanie. Brzoskwinia, nektarynki, limonka, jabł... Limonka. Limonkalimonkalimonka. Kwaśny sok i aromatyczna skórka. A gdyby tak... Limonka i kardamon? Do szafki z przyprawami popędziłam szybciej niż Struś Pędziwiatr. Przyprawa w jedną dłoń, owoc z naciętą skórką w drugą. Zaciągnęłam się zapachem obu przysmaków... I odleciałam. Tak, to jest to. Zniewalający duet. Właściwie to tercet, bo jeszcze aksamitna ricotta!


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Żytnia bułeczka z mikrofali z masłem orzechowym

Bycie mamą na pół etatu wymaga skrócenia czasu przygotowywania potraw, bo jak tu stać przy garach, gdy wokół Ciebie biega 95cm czystej dziecięcej radości i woła "Chodź się ze mną pobawić!"? Najlepsze w takim wypadku są kanapki albo owsianka. Ja miałam ochotę na to drugie, a że mama Małej ma w posiadaniu płatki żytnie - wykorzystałam właśnie je. Tylko tradycyjna forma troszkę mi się znudziła, więc dodałam trochę tego i tamtego, po czym zapiekłam. W mikrofali, rzecz jasna, bo temperatury na zewnątrz zdecydowanie zniechęcają do włączania piekarnika. Na szczęście blender nie wytwarza takiej ilości ciepła, więc nic nie stało na przeszkodzie, by zrobić masło orzechowe 100%. Mam do niego niezwykłą słabość, potrafię wyjadać je łyżką z pojemniczka.. Nie mogłam nie dodać go do bułeczki. Polana jogurtem naturalnym jest naprawdę pyszna.


środa, 5 sierpnia 2015

Drapańce gryczano-chałwowe z papają

Dzisiaj krótko. Za moimi plecami ciągle przebiega czteroletni, jasnowłosy niejadek płci żeńskiej i muszę mieć oczy dookoła głowy.
Wczoraj spróbowałam chałwy po raz pierwszy od kilku lat i magicznym sposobem cała zniknęła w ciągu 24h. Tutaj gryz, tam drugi... Nie zwykłam podjadać, słodyczy to już w ogóle, a to był po prostu wyjątek potwierdzający regułę! Ostatni kawałek chałwy świetnie sprawdził się w drapańcach. Nienaleśniki o smaku chałwowego naleśnika to bardzo smaczne śniadanie - spróbujcie sami!


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Pomarańczowe smoothie z papają i limonką

Do przełamania słodkości pomarańczowych owoców użyłam ponownie skórki cytrusowej, tym razem z limonki. Uwielbiam ją, a sernikotarta limonkowa na kruchym spodzie ze skórką to jedno z niewielu ciast, których mogę zjeść całą blachę. Do tego typu wypieków należy także szarlotka z orzechami i kruszonką z przepisu Rudej Matki Chrzestnej Bierzmowanej. Muszę wydobyć od niej przepis na to cudeńko.. Ale dzisiaj nie o tym.
Zawarta w papai substancja chemiczna wspomaga trawienie białek - jest to papaina. Ponadto owoc ten wzmacnia nasz układ krwionośny i, co za tym idzie, samo serce. Zawartością witaminy C przewyższa popularne cytrusy: jedna średnia papaja zaspokaja ponad 200% dziennego zapotrzebowania na tę witaminę! Dostarczam nam także likopen, czyli silny przeciwutleniacz, zmniejszający ryzyko zawału serca oraz rozwoju nowotworów. Kojarzony jest on głównie z pomidorami. Oprócz powyższych substancji w "owocu aniołów" znajdziemy także witaminy z grupy B, witaminę E, kwas foliowy, magnez, miedź, luteinę i wiele innych. Samo zdrowie!
Nie wyrzucajcie wydrążonych z papai nasion - są jadalne! Wyglądają i smakują jak ziarenka pieprzu, więc świetnie sprawdzą się w sałatkach. Uwaga: Nie są wskazane dla kobiet w ciąży.


piątek, 31 lipca 2015

Imbirowa tofucznica

Lubię poznawać nowe smaki. Z tofu miałam już styczność nie raz, ale nigdy w takim wydaniu. Wegańska jajecznica - brzmi absurdalnie, prawda? Jajka to przecież produkt pochodzenia zwierzęcego. Jednak skoro są roślinne parówki, pasztety i sery, to czemu miało by nie być jaj? Z pomocą przyszło (tak, na własnych nogach) tofu. Wystarczy pokruszyć je na patelnię, przyprawić, podsmażyć i zjeść. Wśród składników obowiązkowych znajdują się płatki drożdżowe oraz czarna sól. W myśl powiedzenia "Jak się nie ma co się lubi, to się robi wszystko, żeby to mieć." powinnam już dawno z uśmiechem na ustach ściskać w dłoniach opakowania obu produktów. Jednakże pomysł, by zjeść tofucznicę na śniadanie pojawił się wczoraj gdzieś koło godziny 22:00, kiedy już byłam w piżamie i siedząc w kocykowym naleśniku, śliniłam się do ekranu. Narobiłam sobie smaka na kurkową tofucznicę, uch. Powiem Wam, ze tak ogółem to grzybów nie cierpię, ale jak sobie przypomnę makaron z sosem kurkowym, który jadłam kiedyś w Toruniu... Ekhem, w każdym bądź razie, nie mając ani płatków, ani soli, zabrałam się za to wegańskie śniadanko. Po raz pierwszy w moim posiadaniu znalazł się wczoraj świeży imbir, więc nie mogłam go nie wykorzystać. Jest tak cudowny, że chyba nigdy więcej nie użyję mielonego. Tofucznica tak mi zasmakowała, że zdecydowanie częściej będę jeść ją niż tradycyjną jajecznicę. Do imbiru jakoś tak pasował mi świeży ogórek, więc bez zastanowienia dodałam go do gotowego śniadania. Wypróbujcie to połączenie - pychota!


czwartek, 30 lipca 2015

Koktajl ze spiruliną i skórką z cytryny

Będę z Wami szczera. Kupiłam spirulinę, bo byłam zachwycona kolorami koktajlów z jej użyciem. O jej właściwościach wiedziałam tyle, że jest bardzo zdrowa. No, obszerna wiedza, przyznacie. W każdym razie, kupiłam ją i dzierżąc w ręku malutkie opakowanie, zaczęłam czytać, co jest napisane na odwrocie. "1 łyżeczka (5g) zawiera: białko - 3g" Wow. "Witamina A - 97,8% zalecanego dziennego spożycia" Coraz ciekawiej. "Witamina D - 30% zalecanego dziennego spożycia" " Żelazo - 53,6% zalecanego dziennego spożycia" I tak myślę: cholera, superfood to mało powiedziane. Spirulina czekała w szafce od poniedziałku i w końcu doczekała się swego koktajlu. Zauważyłam, że najładniejsze kolory powstają w towarzystwie jasnych owoców. Od razu po obudzeniu się popędziłam do spożywczaka za rogiem, kupiłam banany i jednorazówkę miodu, która była bardziej niż kusząca, bo ja już niestety miód lawendowy wykończyłam (a był taaki dobry). Z dawnych koktajlowych eksperymentów utkwiło mi w pamięci połączenie banana ze świeżą skórką z cytryny. Tak więc blender w dłoń! Koktajl zagryzałam maślanym rogalem... Idealne, wakacyjne śniadanie.
Niestety oświetlenie nie oddaje w pełni jego cudnego koloru. Na zdjęciach robionych wewnątrz koktajl był o wiele bardziej niebieski, wręcz błękitny, ale wszystkie fotki są rozmazane (nie wiem, jak ja to robię). Chyba byłam za bardzo podekscytowana takim syrenim koktajlem, żeby opanować drżenie rąk. Do tego ozdobiłam go kwiatami (w zabójczej ilości) i liśćmi mojej melisy, która jest także tłem. Tak pięknie wyrosła!


środa, 29 lipca 2015

Projekt "Oeufs pochés": bliżej niż dalej, czyli kanapka z koniczyną i sobotnia jajecznica

Od kilku dni próbuję zrobić jajko w koszulce. Dziś znów poczytałam o tym nieco więcej, ale cóż, już po kolacji. Zdałam sobie sprawę z kilku popełnianych błędów i jutro spróbuję ponownie przygotować jajo w tej wersji. Jednakże to zrobione dzisiaj było bliższe ideałowi niż te z poprzednich dni. Żółtko pozostało płynne, delikatnie ścięte z zewnątrz. Nie umiem pracować z jajkami innymi niż te w ciastach, naleśnikach itp., więc pomimo białka fruwajacego po całym garnku dzisiejsze jajo i tak napawa mnie dumą - tak jak sobotnie śniadanie, o którym miałam wspomnieć właśnie w sobotę, ale akurat wypadło mi to wtedy z głowy.

Brzoskwiniowa gryczanka z karmelizowanym amarantusem i żurawiną

Na gryczankę trafiłam po raz pierwszy u Agnieszki. Jako iż kaszę gryczaną bardzo lubię, poszperałam trochę w internecie, szukając różnych przepisów na takie śniadanie. Jeden zapowiadał się jeszcze smakowiciej od drugiego. Często pojawiała się gryczanka wegańska, więc zainspirowana - też taką postanowiłam przyrządzić, bo pomimo mojej bezgranicznej miłości do serów i kurczaka czasem lubię zjeść coś w stu procentach roślinnego. Cierpię jednak na brak słodzideł innych niż cukier biały czy trzcinowy, więc do karmelizacji musiałam użyć właśnie tych niezdrowych kryształków. Z tego, co wyczytałam w sieci, niektórzy się sprzeczają, czy cukier jest czy nie jest wegański. Ponoć kiedyś wybielano go za pomocą kości bydła, ale zaprzestano tych praktyk. Jak z tym cukrem w końcu jest - nie wiem, ale jeśli czyta to ktoś znający się na rzeczy, to proszę o oświecenie. Tak czy owak, gryczanka jest na tyle wegańska, na ile wegańską zrobić ją byłam w stanie. Nieskromnie powiem, że smakuje obłędnie... :)
Zarówno kasza, jak i żurawina pochodzą z otrzymanej "wyprawki", a tototo pomarańczowe to wczorajsze Brzoskwinie w syropie.
Zdjęć tego, co kryje się pod chrupiącą skorupką, nie ma, ponieważ gdy tylko się do tego dobrałam, nie byłam w stanie oderwać się od tak przyjemnego posiłku. 
 

wtorek, 28 lipca 2015

Brzoskwinie w syropie z cynamonem


Te futrzaste kuleczki to jedne z moich ulubionych owoców. Ruda Matka Chrzestna Bierzmowana podzieliła się ze mną swoim tegorocznym plonem brzoskwiń, a że plon wcale nie mały - najlepiej było go pozamykać w słoiki. Słodki, cynamonowy syrop... Och, uwielbiam cynamon. Dodaję go do kawy, herbaty, do twarożku na chleb, do mleka z miodem i wszędzie indziej. Wszystko świetnie, brzmi smakowicie, tylko był jeden problem. Brak małych, poręcznych słoików, które można by opróżnić w ciągu kilku dni. Wiadomo - im większy słoik, tym dłuższy czas korzystania ze skrywanych przez niego dobrodziejstw, a tym samym większe prawdopodobieństwo, że owe skarby zdążą się zepsuć przed ich całkowitym zjedzeniem. Prośbę o odpowiednie pojemniczki skierowałam do babci. Chciałam pożyczyć od niej 3-4 sztuki i jedną z nich zwrócić z owocami, rzecz jasna. Jednak dziadkowie nie byliby dziadkami, gdyby nie sprawili, że po raz kolejny rzuciłam im się na szyję z "Dziękuję." wystrzeliwanym z ust tysiąc raz z prędkością pocisku. Dziesięć słoiczków o idealnej pojemności. Dzie-sięć. I jeszcze suchy prowiant pokroju kolorowego makaronu czy (mojej ulubionej!) kaszy gryczanej - tak na wszelki wypadek, gdybym wybierała się na samotną, roczną wędrówkę po stepach. Jeszcze raz, tutaj, niesamowicie Wam dziękuję! Obowiązkowo wykorzystam otrzymane produkty i w najbliższym czasie pojawią się tutaj przepisy z ich wykorzystaniem. Już nawet dziś na zdjęciu widnieje kora cynamonowa, która wchodzi w skład otrzymanej "wyprawki". Przy najbliższej okazji do rąk dziadków powędruje jeden ze słoiczków z brzoskwiniami w syropie, na które przepis zamieszczam poniżej.

niedziela, 26 lipca 2015

Liebster blog award!



Nie mogłam (i nie chciałam) powstrzymać euforii, jaka ogarnęła mnie, gdy przeczytałam wiadomość od Ewy prowadzącej blog Cooking ForEva. W życiu nie spodziewałam się nominacji do Liebster Blog Award, ponieważ byłam pewna, że dotyczy ona bardziej znanych blogów... A tu klops, i to z sosem pomidorowym, bo jest wręcz przeciwnie. Jakby tego było mało, nominowała mnie także autorka blogu Tak smakuje życie. Obu paniom bardzo dziękuję i przesyłam uściski gruszką pachnące! (mam słabość do owocowych kosmetyków) Jeśli chodzi o samą akcję, już piszę kilka słów wyjaśnienia. Nominację można dostać od innych blogerów w zamian za
"dobrze wykonaną robotę", to takie wyróżnienie za świetne prowadzenie bloga. Wraz z nim otrzymujemy od nominującego 11 pytań, na które należy odpowiedzieć, a później samemu wyróżnić 11 osób i zadać im własne pytania.
Nie można nominować bloga osoby, przez my zostaliśmy nominowani.
Cóż, na mnie czekają 22 pytania!

sobota, 25 lipca 2015

Nocna owsianka bazyliowa

W gotowaniu nie chodzi o to, żeby zawsze było zdrowo, bez konserwantów, bez barwników i całej reszty. Najważniejsze, by jedzenie smakowało. Nieistotne: kaczka sous vide z figami i żurawiną czy chleb z ulubionym dżemem. To przyjemność płynąca z każdego kolejnego kęsu lub łyku czyni nasze kuchenne dzieło godnym uwagi. Pewnie nie jedna osoba by się ze mną kłóciła, że jakiś produkt ma wyjątkowe wartości odżywcze i pomimo paskudnego smaku warto go spożywać.. A ja nie będę, bo nie i kropka. Chcę doświadczać błogostanu wynikającego tylko wyłącznie z szaleństwa moich kubków smakowych. Przy garach jestem uparciuchem, bo w kuchni istnieje moje małe królestwo, mój bunkier i moja twierdza, pachnąca bazylią. No, przynajmniej była taka, póki jeden z dwóch krzaczków tego zioła żył i grzecznie służył na kuchennym parapecie. Pozostała mi teraz tylko bazylia balkonowa, ukryta pomiędzy stewią i kwitnącą melisą (małe, białe kwiatuszki napawają mnie ogromną dumą!). I tak w tym słowotoku w końcu dochodzimy do sedna. Zielony krzaczek kusił i kusił... Nie byłam w stanie oprzeć się eksperymentom z bazylią w roli głównej. Skoro smakuje z truskawkami, to czemu by nie z czymś innym?


czwartek, 23 lipca 2015

Sałatka z kalarepą, ciecierzycą i pastą wasabi

Gdy za oknem duszno, znika cała moja chęć do stania przy kuchence. Dziś musiałam walczyć sama z sobą, by nie zjeść czegoś na mieście. Od gotowców o nieznanym składzie uratowała mnie myśl, że przecież nie jestem w kuchni całkiem leworęczna i mogę spróbować wyczarować coś szybkiego, prostego i smacznego, co nie będzie wymagało użycia pieca, garnka ani patelni. Pierwsza myśl: koktajl - nie, bo był już na śniadanie (i zużyłam do niego resztę ukochanych migdałów :(). Druga myśl: sałatka. Tak, właśnie tak - idealne danie na lato. Pokrój, wrzuć, zamieszaj i zjedz. Chrupiąca kalarepa, sycąca cieciorka, aksamitny serek wiejski, pikantna pasta wasabi i aromatyczny tymianek... Oto sałatka pieszcząca zmysły i żołądek.


wtorek, 21 lipca 2015

Owsianka z karobem i kiwi

Karob kupiłam ze zwykłej ludzkiej ciekawości. Tyle naczytałam się o jego lekko słodkawym, korzennym smaku... A jako że ja lubię taki aromat (przez co ciasteczka korzenne pochłaniam w ilościach hurtowych), nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Pierwsze, do czego wykorzystałam mączkę chleb świętojańskiego - oczywiście kakao! Najbardziej zasmakowało mi połączenie karobu z mlekiem ryżowym.
No tak, ale nawet najpyszniejsze dania czy napoje kiedyś się nudzą. Co dalej począć z korzennym proszkiem? Dodać do owsianki! Lubię od czasu do czasu zamienić na nią tradycyjne koktajle śniadaniowe. Prezentowany poniżej przepis tak jak one jest bombą zdrowia. Karob zawiera mnóstwo fosforu, żelaza i wapnia. Poprawia on trawienie i może być spożywany przez osoby z nadciśnieniem, ponieważ nie zawiera kofeiny. Oprócz wielu minerałów jest też źródłem witaminy E, która znana jest w kosmetyce jako "witamina młodości", a do tego działa przeciwzakrzepowo i wspomaga prawidłowe funkcjonowanie wzroku. Kiwi natomiast charakteryzuje się wysoką zawartością witaminy C oraz cudownie smakuje!


niedziela, 19 lipca 2015

Placuszki z poziomkami i Cini Minis

Gdy zostajesz opiekunką czteroletniego niejadka, trudno jest wymyślić smaczne śniadanie, które nie byłoby tradycyjnymi płatkami z mlekiem. Pod moją opiekę trafiła urocza dziewczynka, która wprost ubóstwia truskawkowe Cini Minis i jada je właściwie codziennie. Jako, że miałam pod ręką jej ukochane owoce - poziomki, postanowiłam wykorzystać ulubione składniki i stworzyć z nich coś innego. Efekt końcowy zadowolił małą koneserkę, czyli misja zaliczona!


czwartek, 16 lipca 2015

Bo(m)bowe smoothie

Właściwości tego smoothie są równie cudowne jak jego smak i kolor! Kwas foliowy, witaminy z grupy B, witamina C, potas, żelazo... Można by wymieniać i wymieniać.
Ważną rzeczą w przygotowywaniu tego koktajlu jest użycie bobu ugotowanego na parze. Tradycyjne gotowanie sprawia, że traci on 40% witamin i minerałów.


wtorek, 14 lipca 2015

Jajeczny ryż z curry

Wczoraj narobiłam sobie niesamowitej ochoty na curry. Ta mieszanka przypraw dostała nawet rolę w jednym z moich dzisiejszych snów... Gdy człowiek śni o jedzeniu, to chyba poważny znak, żeby włączyć do menu coś smacznego. Jeśli jest to równie zdrowe jak w/w przyprawa południowo-azjatycka, zdecydowanie nie powinno się mieć oporów przed rozkoszą dla podniebienia.
Głównym składnikiem curry jest kurkuma. Hamuje ona rozwój komórek rakowych, pozytywnie wpływa na działanie wątroby. Może nawet chronić przed udarem! Oprócz niej znajdziemy również imbir, który ja osobiście uwielbiam i często przyprawiam nim herbatę. Poprawia on krążenie krwi, działa przeciwgrzybicznie i przeciwwirusowo.
Curry pobudza wydzielanie endorfin, więc polecam mieć tę mieszankę w kuchni. Być może zostanie naszą alternatywą dla czekolady. :)


sobota, 11 lipca 2015

Fioletowy koktajl #2 z lawendą

Sezon lawendowy to zaraz obok przedwiośnia jedna z moich ulubionych części roku. Nawet we florystycznym żargonie słowo "fioletowy" zmienia się wtedy w "lawendowy", bez względu na to, czy barwa ta bardziej przypomina soczyste jagody, śliwki czy wczesnojesienne wrzosy. Gdyby tylko wraz z nazwą można było przenieść lawendowy smak i zapach... Ale wiecie, jak to mówią: Gdy się nie ma, co się lubi... to się robi wszystko, żeby to mieć. Kolor prawie że fioletowy, więc tu koktajl zdobywa punkt. Delikatny zapach i lawendowa nuta w smaku - kolejne dwa punkty. 3/3, więc złoty (lawendowy!) medal dla pysznego napoju.


czwartek, 9 lipca 2015

Ciasto 3Bit

Po raz pierwszy jadłam to ciasto w zeszłą sobotę podczas rodzinnego grilla. Przygotowała je moja ciocia, zwana także rudą matką chrzestną bierzmowaną (serdecznie pozdrawiam!). Zjadłszy jeden kawałek, nie mogłam nie sięgnąć po drugi (i po przepis). Obłędna słodkość! Masa budyniowa naprawdę przypadła mi do gustu, pomimo iż nie cierpię kisieli mlecznych. Wyjątkiem jest budyń o smaku żelków, który jadłam tylko raz w życiu i teraz nigdzie nie mogę go znaleźć. Jeśli ktoś z Was, czytelników, wypatrzyłby go w jakiejś sieciówce, prosiłabym o poinformowanie mnie. Może i w okolicy by się znalazł!
Na samym spodzie ciasta znajdują się suche herbatniki. Gdyby namoczono je w np. herbacie, 3Bit straciłby ten chrupki pazur. To samo w przypadku krakersów, które również występują w tym przepisie. Świetnie komponują się z kremową masą krówkową, wzmacniając jej słodycz... Choć ciasto to właściwie jest naprawdę słodkie. Aczkolwiek nawet mi, takiemu antycukrowcu, bardzo smakuje.


środa, 8 lipca 2015

Shake z karmelizowanymi migdałami

Od dawna chodziła za mną chęć na karmel. Bursztynowa słodkość, tak prosta w wykonaniu... Uwielbiam, gdy moja babcia niespodziewanie przygotowuje dla mnie karmelizowane orzechy włoskie. To nasz taki jesienny przysmak. W mojej kuchni zamiast tychże orzechów znalazłam migdały, które wcale nie są gorsze. Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe (ok. 30% całej ich masy!), minerały takie jak mangan, miedź czy magnez, a także witaminy: E, B2 i B17. Ostatnia z nich wzięła swą nazwę właśnie od tych orzechów - jest to amigdalina. Migdały obniżają poziom cholesterolu frakcji LDL (ang. Low Density Lipoproteins, czyli lipoproteiny o małej gęstości). Jest to tzw. zły cholesterol, o którym każdy pewnie słyszał, bo w telewizji nie brak reklam produktów, które rzekomo go obniżają. Nie kwestionuję ich pozytywnego działania, aczkolwiek myślę, że migdały są smaczniejszą alternatywą produktów ze szklanego ekranu. Zwłaszcza, gdy towarzyszą im lody i karmel!


wtorek, 7 lipca 2015

Fioletowy koktajl #1 z yerba mate

Podczas gdy na zewnątrz jest 30'C, wolimy jeść lekkie, chłodne posiłki. Dlatego uważam, że koktajl z kruszonym lodem to świetne rozwiązanie na takie upały. Smaczny, orzeźwiający, z nutą mięty i ukochanej przeze mnie yerba mate. Do tego agrest zebrany w tym samym miejscu, co cudny lilak, oraz borówki z babcinego ogrodu - pychota!


czwartek, 2 lipca 2015

Krem Rafaello

Przeglądając blogi kulinarne, natrafiłam kiedyś na przepis na masło kokosowe. Wczoraj znów sobie  o nim przypomniałam, a że miałam niesamowitą ochotę pobroić coś w kuchni - kupiłam wiórki... oraz białą czekoladę. Gdy przechodziłam koło półek ze słodkościami, rzuciła mi się w oczy jedna, cała wyłożona pralinkami Rafaello. Bardzo je lubię, toteż pomyślałam: czemu by nie zrobić na ich podstawie masła do pieczywa, ciastek, naleśników i tak dalej, skoro jako bazy mogę użyć tego kokosowego? Wrzuciłam więc do koszyka czekoladę i w domu od razu zabrałam się do robienia kremu. Potrzebne są tylko trzy składniki oraz blender, a smak... Cóż. mi zdecydowanie przypadł do gustu, ale pozostawiam go Waszej ocenie.


środa, 1 lipca 2015

Zupa krem z cukinii i kalafiora

Przedwczoraj wykorzystałam w kuchni kilka młodych cukinii, a z pewnych względów musiałam wydrążyć nasiona. Nie chciałam ich zmarnować, bo przecież skoro są smaczne, to mogę coś z nich przygotować. Mama podsunęła mi pomysł zupy krem. Pomyszkowałam więc w lodówce, szukając warzywa, którego pasuje do cukinii, bo jej nasion było zdecydowanie zbyt mało jak na na kilka porcji. Podczas rozglądania się po kuchni przeoczyłam jednak świeży czosnek i później zastąpiłam go granulowanym, przez co chyba spalę się ze wstydu... Ale przecież możecie użyć tego właściwego podczas gotowania i udawać, że moja wpadka nie miała miejsca, prawda? ;) Zupka wychodzi bardzo delikatna, więc raczej nie przypadnie do gustu wielbicielom intensywnych smaków.




wtorek, 30 czerwca 2015

Lawendowy kurczak z purée cukiniowym i ricottą

Koniec roku szkolnego to nie tylko radość z nadchodzących wakacji, ale też mnóstwo goniących terminów, stosy papierów i niewiele chwil wytchnienia, które można spędzić w kuchni. Na szczęście jutro rozpoczyna się lipiec, a więc pozostaje tylko powiedzieć "Adieu, szkoło!" i powrócić do garów. Robię to z wielką przyjemnością i, można by rzecz, w aromatycznym stylu. Nie mogłam nie skorzystać z pięknie kwitnącej lawendy. Zakochałam się w jej ziołowym, lekko mydlanym smaku i szczerze powiedziawszy, lubię używać jej jako zdrowszej wersji gumy do żucia, bo odświeża w równym stopniu i pozostawia przyjemny posmak. Z wielu wędrówek po blogach kulinarnych wiem, że lawenda świetnie pasuje do mięs. Ja sama nigdy wcześniej nie eksperymentowałam w nimi w kuchni, ale w końcu musi być ten pierwszy raz! Jako że uwielbiam kurczaka, wybór był oczywisty. Efekt końcowy zaskoczył samą mnie. Połączenie soczystego kurczaka z delikatnym purée i kremowym serkiem to chyba jedna z moich lepszych decyzji, podjętych przy kuchennym blacie.
Dzisiejsze pichcenie umilał mi zespół The Rolling Stones. Mam wyjątkową słabość do tego utworu: klik.


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rumiankowe bąbelki z syropem lilakowym

Bardzo przepraszam za tak długą przerwę w publikowaniu postów. Mój internet umarł i ciągle czekam na jego powrót z zaświatów. Miejmy nadzieję, ze nastąpi on prędko, bo korzystanie z zastępczych środków takich jak telefon (i to nie mój!) z wykupionym internetem jest zdecydowanie niewygodne.
Ale dosyć juz o tym, pora na jedzenie! Chociaż w tym wypadku raczej na picie, ponieważ mowa o bąbelkowej herbacie. Owe bąbelki to tak naprawdę kuleczki wypełnione płynnymi smakowitościami. Zdecydowałam się na napar rumiankowy z prostego powodu - uwielbiam go! Zamierzam w najbliższym czasie poszukać czystych terenów, na których rośnie rumianek, i sama przygotować ten napój. Do mojej herbaty oprócz bazy musiałam również znaleźć kuleczki. Z pomoc przyszły nasiona chia, które znane są ze swych zdrowotnych właściwości, a do tego po napęcznieniu zamieniają się w "żelki". Nie są tak duże jak ich pierwowzory z pewnego znanego lokalu, więc wielkość kuleczek wykorzystałam do dodania innego składnika - borówek amerykańskich. Duże? Duże. Smaczne w środku? Smaczne. Wszystkie warunki spełnione. Jeszcze tylko żelki, aromat w postaci syropu... i mamy naszą herbatkę, którą jest niesamowicie prosta w przygotowaniu.
No, naczytaliście się, to teraz pora przejść do apetycznego meritum. :)


środa, 27 maja 2015

Wegańska zupa mleczna + wczorajsza wzmianka

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie - jestem zachwycona mlekiem ryżowym. Co chwilę podchodzę do lodówki, chwytam karton w dłoń i upijam tylko kilka łyczków... Po czym biorę jeszcze parę kolejnych, bo tego mleka nie można tak po prostu odłożyć. Jego cudny smak aż prosi się, by wykorzystać go do urozmaicenia jakiejś potrawy. Szczerze mówiąc, mleko ryżowe zasmakowało mi o wiele bardziej niż krowie. Tak więc dziś na śniadanko miałam coś wegańskiego, banalnie prostego, sycącego i, co najważniejsze, pysznego!
A ten uroczy zestaw naczyń dostałam jako wczesny prezent od Dziadków na Dzień Dziecka, za co bardzo im dziękuję. :)



wtorek, 26 maja 2015

Białkowy omlet z sosem owocowym

Ostatnio mam wielką chęć na różne omlety. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie jadłam ich na słodko. Zawsze dodatkiem były pomidory, szczypiorek, szynka, ser i tak dalej. Dziś odważyłam się po raz pierwszy zastąpić te produkty owocami i zdecydowanie tego nie żałuję. W lodówce zostały mi białka po wczorajszym pichceniu... A co pichciłam - dowiecie się jutro, więc spokojnie (jak na wojnie, cytując pewną nauczycielkę, bardzo specyficzną kobietę zresztą). Przed zabunkrowaniem się w kuchni obowiązkowo poszłam na zakupy i pod wpływem emocji wraz z pewnym serkiem oraz masłem porwałam ze sobą do kasy mleko ryżowe. Jestem nim oczarowana, sprawdziło się w tym przepisie i pewnie wykorzystam je też w następnych!


środa, 20 maja 2015

Syrop lilakowy

Od kiedy dowiedziałam się o jadalności pięknego bzu, marzyłam o lilakowym dżemie. Wraz z pełnym wiadrem kwiatostanów nadeszła odpowiednia okazja do jego zrobienia. Zaczęłam poszukiwać przepisów, znalazłam dwa. Bosko, jeszcze pozostało tylko dokupić składniki. Kompletnie zapomniałam jednak o pektynie. W akcie desperacji użyłam malinowej galaretki. Jednak ta, zamiast zmienić "dżem" w dżem, sprawiła, że wokół każdego z kwiatów utworzyła się żelowa otoczka. Lilak jest jak żelki, a w syropie dolanym do herbaty wręcz rozkwita. Wygląda pięknie, smakuje świetnie. Nie żałuję eksperymentu z galaretką, nie żałuję nieudanej próby.
Niestety, lilakowy syrop jest niefotogeniczny i przed obiektywem zamienia się w rozkapryszoną modelkę. Jakoś przecierpimy to, prawda? Dla jego smaku warto, wierzcie mi.


niedziela, 17 maja 2015

Bzowe bloczki czekoladowe

Kimkolwiek nie byłby Stwórca, musiał być szaleńczo zakochany, tworząc lilaka. Ubóstwiam jego zapach, a dzięki zdobytemu wczoraj wiadrze kwiatostanów jestem w niebie. Problemem jest jednak to, że te cudne kwiaty zaczynają więdnąć. Trzeba więc korzystać z nich, póki tylko można. Postanowiłam podarować nowe życie znanemu chyba wszystkim przysmakowi PRL-u - bloku czekoladowemu. Uwielbiam smak, jaki nadaje mu mleko w proszku! Śmiem twierdzić. że tenże blok jest lepszy niż niejedna dzisiejsza czekolada. Przygotowując poniższe smakołyki, korzystałam z przepisu Rynn. Mam wyrzuty sumienia, ponieważ do dekoracji użyłam gotowej polewy deserowej oraz lukru, zamiast przyrządzić je sama. Warunki do przygotowania ich nie były jednak zbyt sprzyjające, a i strach przed niepowodzeniem zrobił swoje. Następnym razem zadzwonię do Babci z prośbą o przypomnienie składników, których używa do robienia polewy, bo zawsze wychodzi świetnie.


Owsianka z lilakiem

Gdzie tylko nie pójdę, kwitną bzy. Białe, liliowe, ciemnofioletowe. Na widok lilakowych krzewów w środku miasta aż serce mi się kraja. Jak to tak: jedzenie sadzić przy drodze? Pyły, spaliny, inne zanieczyszczenia... Tfu, nawet brzydzę się o tym myśleć! Na szczęście można czasem znaleźć krzak (a nawet cztery) rosnące w miejscu, z którego spokojnie można zbierać kwiaty. Zdarza się też, że lilak ten należy do ludzi chętnie się nim dzielących. I po takich właśnie odkryciach przynosi się do domu worek bzu, a rankiem robi pyszne śniadanie.


piątek, 15 maja 2015

Serowe zapiekanki inaczej

Każdy z nas jadł kiedyś zapiekanki z serem. Kajzerki z mozarellą, chleb pszenny z goudą, bagietka z camembertem... Niezliczona (prawie) ilość możliwych kombinacji, jedna lepsza od drugiej. Ale co począć, jeśli nie ma się ochoty na pieczywo, ale na owe zapiekanki już tak? Upiec je i zjeść sam ser? Niezbyt dobre rozwiązanie. Może by tak zastąpić czymś bułkę lub chleb? To jest już myśl. I właśnie ona popchnęła mnie do przeszukania szuflady z warzywami, gdzie znalazłam ładną cukinię, która szybko trafiła pod nóż (i ser).


czwartek, 14 maja 2015

Słoneczne smoothie z wodą kokosową

Nie wiem jak u Was, ale tu dzisiejszy dzień był brzydki i szary do bólu. Marcowo-listopadowy czwartek w maju, ot co. Aż człowiekowi się odechciewa wszystkiego... No, za wyjątkiem pysznego jedzenia, bo na to zawsze jest ochota. Z tego właśnie powodu zmusiłam się do obrania ananasa i oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed wykorzystaniem go. W lodówce znalazłam wodę kokosową, którą można śmiało nazwać produktem prawie idealnym. Świetnie nawadnia, uzupełnia braki mikroelementów i jest źródłem wielu cennych minerałów jak chociażby potas, fosfor czy magnez. Dla mnie jedynym problemem jest jej smak. Po pierwszym łyku zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest ona przypadkiem przeterminowana, ale wszystko było w porządku. Tak więc zaczęłam główkować, co mam począć z 0,5l tejże wody? Pomyszkowałam w internecie i natrafiłam na wiele koktajli czy smoothies z jej wykorzystaniem... A gdy już miałam gotowy napój, uświadomiłam sobie, że nie mam słomek. Mówi się trudno i pije się, jak leci!
Małą uwaga: po pewnym czasie smoothie zaczyna się rozwarstwiać tj. woda opada na dno, a mus owocowy wędruje ku górze, dlatego polecam przygotowanie napoju tuż przed podaniem. Oczywiście można go wymieszać, ale ja tam wolę pić świeże napoje. :)



wtorek, 12 maja 2015

Różowo-zielony pudding chia z jogurtem

Miałam zamiar zrobić pudding na kokosowym lub owsianym mleku domowej roboty, żeby danie było całkiem wegańskie. Niestety, zamiast mleka wyszła mi magiczna breja, która po dodaniu wody nie rozcieńczała się, a jej smak... Cóż. Lepiej udawać, że nigdy go nie poczułam, bo ten koszmar będzie mnie prześladował za każdym razem, gdy spojrzę na wegańskie produkty, które są przecież tak pyszne. W akcie desperacji zdecydowałam się więc na jogurt naturalny, a później miód. Wyszło lepsze, niż się spodziewałam, i myślę, że z mlekiem roślinnym oraz daktylami w roli słodzidła byłoby równie smaczne albo i nawet smaczniejsze.
Poniżej wypiszę składniki na dwie porcje. Można zjeść pudding na śniadanie i na deser, jak kto woli. Ja nie mogłam się oprzeć i z nikim nie podzieliłam się śniadankiem, więc jego drugą część spożyłam popołudniem. Najpierw wyjadłam kolorowe warstwy, a później do jogurtu z nasionami dosypałam cynamonu. Smakowało bosko. Zachęcam do tego typu eksperymentów, bo efekty mogą zaskoczyć!
PS  Pudding najlepiej przygotować w słoiczku. ponieważ można w nim łatwo połączyć składniki, a później także je wydobyć, z czym byłby problem w np. butelce po napoju.


poniedziałek, 11 maja 2015

Owsianko-jaglanka na zielonej herbacie

Odświeżająca mięta, ziołowe stokrotki i słodziutkie (na swój sposób) suszone owoce. Czego można chcieć więcej? No tak, jakiejś bazy, żeby nadać temu wszystkiemu tło i zespoić całość w pyszne śniadanie. Odruchowo sięgnęłam po płatki owsiane i już odmierzałam kolejne łyżki, gdy przypomniałam sobie o podarunku od cioci. A gdyby tak... zamiast tradycyjnej owsianki zrobić płatkowy miks? Byłoby zjadliwe? Smaczne? Zamiast się głowić - ruszyłam do akcji i w taki oto sposób płatki jaglane zadebiutowały na moim talerzu (czy raczej w miseczce).


niedziela, 10 maja 2015

Egzotyczny makaron na chłodno

Uwielbiam cytrusy. Grejpfruty, limonki, mandarynki, cytryny... Mogłabym je jeść bez końca, dlatego czwartkowy obiad postanowiłam przyrządzić właśnie z ich wykorzystaniem.


Pożywny koktajl oxy.

Chyba nigdy wcześniej nie piłam kefiru. Wczoraj posmakowałam go pierwszy raz, w oxy shake'u... i było mi mało. Dziś przygotowałam na jego podstawie koktajl. Pyszny i pełen zdrowia!



Początek.

    Nigdy nie myślałam, że znajdę w kuchni swój kąt. Na śniadanie zwykle jadłam płatki z mlekiem, na podwieczorek czekoladę, na kolację kanapki z serem i wędliną. Zero wysiłku, zero kreatywności. Kulinarna nuda, której w końcu miałam dość.
    Wzięłam sprawy i składniki w swoje ręce. Zaczęłam mieszać, kroić, piec, smażyć, gotować, miksować... I poczułam, że jestem w domu. Dwie lewe ręce zaczęły współpracować, a efekty tejże współpracy będziecie mogli zobaczyć właśnie tutaj. Mam słabość do owoców, nabiału i kwiatów. Przepadam również za wszelkimi produktami wegańskimi, choć nawet wegetarianką nie jestem, bo kurczaka mogłabym jeść codziennie.
    Tak więc... kuchcenie czas zacząć!