sobota, 31 października 2015

Orientalne muffinki z yerba mate

Moja umiejętność organizowania sobie czasu leży i kwiczy. Definitywnie.
Na szczęście raz za kiedy nadarza się okazja, żeby robić to, co chcę, a nie to, co muszę. Od jakiegoś czasu chodziły za mną muffinki. Ostatni raz robiłam je pod koniec sierpnia, więc już najwyższa pora na ponowne wycinanie pseudopapilotek z papieru do pieczenia. Klasyczny wypiek z czekoladą odpadł na samym początku, bo endorfiny w postaci ciemnych kostek wychodzą mi już bokiem - gorzka czekolada najlepszą przyjaciółką przed sprawdzianami. Zaczęłam szukać czegoś ciekawego, natrafiłam na muffiny z herbatą matcha, której nie mam. Pomysł jednak podłapałam i po przeszukaniu pudełka z herbatami zdecydowałam się na yerba mate. Posiadam odmianę z dodatkiem gruszki i jabłka, które przełamują charakterystyczną goryczkę, aczkolwiek można użyć po prostu klasycznej i zwiększyć ilość miodu.
Yerba w połączeniu z imbirem jest czymś, czego koniecznie musicie spróbować!


czwartek, 24 września 2015

Słodki, dyniowy mus z jałowcem - do słoików

W tym roku dary Pani Jesieni to dynia, ból rozsadzający zatoki i kilka dni spędzonych w łóżku. Pomimo nieprzyjemności towarzyszących mojej bliżej nieokreślonej chorobie jest ona jednak zjawiskiem dość interesującym, bo ja, jako fascynatka medycyny, analizuję każdy swój objaw i próbuję dopasować je wszystkie razem wzięte do konkretnego schorzenia (brzmi, jakbym miała co najmniej zapalenie płuc, bleh). Szanowna pani doktor nie była w stanie niestety poinformować mnie, co mi dolega, za to zapisała antybiotyk w formie oranżadki, więc w sumie częściowo zostało jej wybaczone to zaniedbanie.
Jak wspomniałam, wraz z kalendarzowym okresem chandry nadszedł sezon dyniowy. Bez wahania wykorzystałam chwilę lepszego samopoczucia (co za paradoks, nieprawdaż?) i znalazłam się w kuchni. Dyniowy mus z jałowcem świetnie sprawdza się jako słodzidło do kawy czy herbaty, a cieniutko rozsmarowany na naleśnikach też zapowiada się całkiem dobrze.

wtorek, 15 września 2015

Jabłko zapiekane z goździkami i płatkami owsianymi

 Proporcjonalnie do popularności bloga wzrasta ilość problemów, utrudniających regularne dodawanie postów. Ostatnie dwa tygodnie przerwy po części były wynikiem złośliwości rzeczy martwych. Jednak w tym samym czasie mój grafik gwałtownie się napiął, bo dobre liceum zobowiązuje i nawet na pianino mam niezbyt wiele czasu. Teraz, gdy komputer jest już w pełni sprawny (i miejmy nadzieję, że dalej będzie), przepisy będą pojawiały się częściej. Nie codziennie, ale co parę dni - obowiązkowo. Jakoś uda mi się znaleźć 10 minut pomiędzy jednym a drugim stosem zadań.
Wpadłam w wir podgrzewanych dań z mikrofalówki. (Koledzy blogerzy, nie bijcie!) Czy to poranna owsianka, czy obiadowa wieprzowina z warzywami po azjatycku - mikrofala, mikrofala i jeszcze raz mikrofala. Pewnie nie zrezygnuję z tej praktyki, póki nie zacznę świecić w ciemności.
Dziś falami elektromagnetycznymi potraktowałam jabłko i pozostaje mi tylko powiedzieć, że traumatyczne trzy minuty używania w/w kuchenki są wynagrodzone pysznym, ciepłym deserem.


wtorek, 1 września 2015

Białe plamy

Pierwszy dzień września nadszedł szybciej niż można by się spodziewać. Data niewesoła, ale nie tyle przez szkołę, co ze względu na 76. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Pamiętajmy o takich dniach, bo białe plamy nie są niczym dobrym.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Orzeźwiająca owsianka

Tym razem porcja dla dwóch, bo miałam do wykarmienia jeszcze jednego kulinarnego wybrednisia. Na szczęście nie tak małego jak wesoła blondyneczka od płatków z mlekiem, więc mogłam trochę pokombinować. Jednakże kompletnie nie umiem pisać swobodnie, gdy ktoś zagląda mi przez ramię, dlatego właśnie dzisiejszy wstęp będzie króciutki. W najbliższym czasie pewnie to jednak nadrobię i zafunduję Wam kolejny słowotok.


piątek, 28 sierpnia 2015

Dżem jeżynowo-askamitkowy

Wczorajszy dzień mogę przeliczyć na filiżanki. Dwie filiżanki kwiatów, filiżanka cukru, pół filiżanki wody, dwie filiżanki Janis Joplin i dziesięć filiżanek The Rolling Stones. Zero herbaty, nawet w kubku. Była za to jedna kawa, mnóstwo wody i notoryczne oblizywanie łyżki, którą mieszałam dżem. Miał być jeżynowy, bo tak. Zamarzył mi się już w czerwcu i przez całe lato tylko czekałam, aż krzewy pokryją się czarnymi owocami. Ale ostatnio nazbierałam troszkę aksamitek i podgryzałam je z ciekawości, by poznać ich smak - wyrazisty, podobny do skórki grejpfrutowej. Jakoś tak utkwiło mi w głowie, że w kuchni połączenie pomarańcz-fiolet sprawdza się dobrze, a jak gdzieś ukrywa się jeszcze cytrusowy aromat to w ogóle jest bosko. Jeżyny ze swoim sokiem podchodzą nieco bardziej pod róż, ale na to przymkniemy oko, bo efekt końcowy i tak jest świetny. Wykonanie dżemu jeżynowo-aksamitkowego będzie wymagało pozbawienia rabatki większości kwitnących "śmierdziuchów", jak zwykła nazywać te kwiatki moja babcia (nie bez przyczyny zresztą). Jednak jest to tego warte, wierzcie mi. Szkoda tylko, że zapomniałam zostawić przynajmniej jednego kwiatka na dekoracje, uch.


niedziela, 23 sierpnia 2015

Polskie lody - bez kremówki, bez jaj, bez cukru

Kuchnia polska z reguły kojarzy się z tłustymi, ciężkimi potrawami. Stwierdziłam więc, że wzięcie udziału w akcji "Dzień Polskiej Żywności 2015" jest dobrą okazją na pokazanie, że to, co nasze, może być lekkie i przyjemne.
Twaróg - moje główne skojarzenie to pierogi ruskie, które, tak szczerze mówiąc, uwielbiam. Jednak wiadomo, ze nie będę ich lepić, bo to danie raczej tradycyjne, a tu chodzi przecież o pokazanie kuchni od innej strony. Ostatnio zasmakowało mi połączenie tego sera z malinami, więc postanowiłam to wykorzystać. Lody z twarogu to bardzo świeży pomysł, będący wynikiem porannego "Co by tu dzisiaj zjeść?". Zawsze mam z tym największy problem właśnie w niedzielę, kiedy czasu na przygotowanie śniadania jest więcej niż w inne dni, więc nie wypada zmarnować okazji do zrobienia czegoś extra. Z reguły kończy się i tak na owsiance, a później w środę mam ochotę na torcik naleśnikowy z musem jabłkowym. Takiego wybrednisia jak mnie nie oswoisz, cóż. Dziś śniadanie również było bardzo szybkie, ale na tyle wakacyjne, że czuję się kulinarnie rozgrzeszona. Twarogowe lody nie były, rzecz jasna. śniadaniem samym w sobie, ale po dorzuceniu bakalii są moim zdaniem jak najbardziej w porządku. Ja tak właśnie postąpiłam. I powiem Wam, ze polskie lody będą zdecydowanie częściej gościć na moim stole.
Rada: jeśli nie macie w zamrażarce poniższych owoców, możecie je zastąpić jakimikolwiek innymi np. gotową mrożonką owoców leśnych (jeśli mnie pamięć nie myli, to jest coś takiego w sklepach).